Wspomnienia wolontariuszy

Zachęcamy do przeczytania wspomnień wolontariuszy na temat wakacji w Żmiącej

„O wolontariacie dowiedziałam się przypadkiem, na studiach. Parę dni na Rajskiej… i przepadłam. Wakacje w Żmiącej miały być fajnym doświadczeniem, bo przecież „pedagogika, studia, kiedyś praca”… i tak! To było niezwykłe doświadczenie, ale byłoby takim bez względu na to, kim jestem i co chciałabym w życiu robić. Spędziłam w Żmiącej 3 turnusy, które dały mi niesamowitego kopa. Szczerze mówiąc, trudno opisać słowami uczucie, którego doświadczyłam, będąc wolontariuszką. Miałam mnóstwo słabych momentów, krzyków, płaczów i zmęczenia całą sytuacją, dziećmi oraz tym, co nagle stało się moim obowiązkiem. Ale praca z dzieciakami naprawdę oczyszcza. Kiedy jesteś tam i dostrzegasz ich radość, wdzięczność i tęsknotę za tym, żeby w końcu było dobrze i pięknie, naprawdę nie myślisz o tym, co cię dotyka i martwi. To piękne miejsce, pozwalające zrozumieć, co jest w życiu ważne – tak prawdziwie ważne. Poza tym to miejsce magiczne i jeśli ktoś ma wątpliwości, czy warto, to ja mówię, że zdecydowanie warto!”  — Joanna Szczygieł

 

„Wakacje z dzieciakami w Żmiącej były dla mnie naprawdę świetnym doświadczeniem. Praca z nimi bywa ciężka, jak to z dziećmi, ale niezwykle satysfakcjonujące jest to, kiedy dzieci dają ci odczuć, że naprawdę cię chcą, że cię potrzebują, lubią i cieszą się, że jesteś. Miło jest robić coś, co jest prawdziwie doceniane. :) Tych kilkanaście dni w Żmiącej to nawet trochę terapia dla samego siebie: odcinasz się od swojej codzienności i odpoczywasz, robiąc zarazem coś mega fajnego. Im lepiej bawią dzieci, tym lepiej bawisz się sam. :)”  — Klaudia

 

„Czas, który przeżyłam w Żmiącej, był trudny, a zarazem piękny i niesamowity. Tu nikt nie zwracał uwagi na wartości materialne, makijaż czy ubranie. Liczyło się jedynie wnętrze, dobre serce i szczęście tych najmniejszych. Z wielką radością obserwowałam wolontariuszy, którzy zapominali o sobie i poświęcali się w 100% dzieciom. To miejsce, które nie jest zepsute przez dzisiejszy świat; miejsce, w którym przywraca się dzieciom uśmiech i wiarę w dorosłych… Widząc szczery uśmiech tych najbardziej bezbronnych, utwierdzałam się w przekonaniu, że to, co robię od kilku lat, ma sens. Wolontariat to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęłam w swoim życiu! Moje serce już na zawsze zostanie związane z tym najcudowniejszym miejscem na świecie, w którym czuję się jak w domu i do którego zawsze będę powracać – ze Żmiącą. ❤” — Ola

 

„Jeśli chodzi o moje wspomnienia ze Żmiącej, to są tylko pozytywne. Poznałam wiele świetnych osób na czele z Wujkiem Jankiem i Ciocią Kasią, która jest dla mnie swego rodzaju autorytetem, jeśli chodzi o sposób prowadzenia domu dziecka i podejście do dzieci. Z jednej strony nieco surowa, a z drugiej zawsze obecna, gdy trzeba. Poświęciła dla tych maluchów całe swoje życie. Same dzieciaki też są wspaniałe, nawet jeśli czasem doprowadzają do szewskiej pasji. Jadąc do Żmiącej, trzeba się uzbroić w masę cierpliwości i czasem postawić się na miejscu dzieci. Dzięki temu minie wszelka złość czy irytacja z powodu ich zachowania – tego, że czasami totalnie nie słuchają lub się otwarcie buntują. Jeśli jedzie się głównie z pozytywnym nastawieniem i chęcią pomocy, to wszelkie złe chwile zostaną szybko wynagrodzone – przede wszystkim słowem wsparcia ze strony Cioci Kasi, ale także uśmiechami dzieci, które są dla wolontariusza najważniejsze. Takie mam wspomnienia ze Żmiącej, w której byłam dwukrotnie przed czterema laty. Oglądając zdjęcia na Facebooku, widzę, że dzieci wciąż są szczęśliwe i zadowolone. Myślę, że trafiając w ręce Fundacji, poniekąd wygrały los na loterii. W całym ich życiowym dramacie, którego doznały, znalazły się osoby, które każdego dnia odmieniają ich życie, nie tylko okazując serce, ale i pokazując świat”.  — Kasia

 

„Jedenastodniowa wędrówka przez Magiczną Górę Przemian pozwoliła mi nie tylko obserwować przemianę – rozkwit dzieci – lecz również samej doświadczyć cudownej przemiany, którą zawdzięczam właśnie dzieciom. Mogłam na nowo stać się dzieckiem i inaczej spojrzeć na świat – zobaczyć domek Baby Jagi zamiast starej rudery, parasole krasnoludków zamiast liści, różdżki wróżek zamiast patyków i szyszek. Nauka u tych małych WIELKICH MISTRZÓW była dla mnie zaszczytem”.

Script logo