Wakacje 2017

,,Na jednej wyspie co Żmiąca jest znana,

Grupa Piratów się poznała.

Mężni byli, dzielni byli,

Czasem nawet też się bili.

Burze były, wiatry były,

W oczach słonka im świeciły.

Skarb znaleźli, ląd podbili,

A w swych sercach – miłość odkryli.

Jaś – gaduła, śpioszek mały,

Kuba – spokojny i całkiem nieśmiały.

Grześ – odważny, młody sportowiec,

Zdziś kochał przytulać się do owiec.

Ciocie zawsze wyrozumiałe były,

Łzy smutku i radości nie raz ocierały.

Karmiliśmy rybki, tulili króliki,

Niestraszne nam były nawet leśne dziki.

Czterech Kamratów i dwie Piratki,

Już opuszczają swe żmiące statki”.

(pierwszy turnus)

 

,,Marek to mały rozrabiaka,

ale na wieczór da buziaka.

Uwielbia wujka Kazimierza,

jak tylko go widzi do niego zmierza.

Szymon to chłopak jest już duży,

Ma piłkę, która do gry mu służy.

Auta bardzo lubi, choć często je gubi.

Kamil każdą dziewczynę podrywa,

Kasanowa się nazywa.

Obiadu jeść nie lubi, zawsze przy stole marudzi.

Hubert to mały chłopak, który potrafi piłkę kopać

Biega, skacze, w kółko lata,

poza siostrą nie widzi świata.

Seba policjantem być nie przestaje,

zawsze chłopakom mandaty rozdaje.

Dużo pytań zadaje,

ze swoim telefonem się nie rozstaje.

Marek to chłopak spokojny, ale w tańcu zadziorny.

Gdy ciocię zobaczy, zaraz do niej leci,

chce żeby ona pogilgotała wszystkie dzieci”.

(drugi turnus)

 

,,Ten poemat jest stworzony by dziękować Wam,

za te Wasze piękne serca i za życia skromny plan.

Wy żmiącaki czarujące macie w oczkach cudny blask,

Wasze serca szczęście dają,

I choć czasem czarna chmura na nas leje deszczu krople

to i tak lubimy spędzać czas na wspólnej zabawie.

Nasza czwórka choć jest mała i czasami daje w kość,

jest miłością otaczana i radością w każdą noc.

Gdy Nikola spać nie może, Sandra zawsze nam pomoże.

Chłopcy razem świat rujnują,

w pojedynkę super się sprawują.

Cała czwórka marudzi, że przy jedzeniu się brudzi.

Kolana całe obdarte, niestety nasze mówienie nic nie warte.

Wanna pełna jest bąbelków,

w płucach nie brakuje szmerków.

Chwile były gorsze, lepsze… Chyba chciałoby się więcej.

Za ten czas Wam dziękujemy, za rok znowu przyjedziemy”.

(pierwszy turnus)

 

,,Dawno, dawno temu , w pięknej krainie zwanej Żmiąca

mały, średni i duży domek zamieszkały dzieci, ciocie i wujkowie.

Wzajemne oswajanie zdawało się nie kończyć,

Ale jak powiedział pewien mądry lisek

– za tym, co się oswoiło jest się odpowiedzialnym na zawsze.

Poranne pobudki, wspólne śniadania i trudne pożegnania

to esencja żmiąckich wakacji.

Garść śmiechu, trzy łyżeczki łez, kilka ziaren dobroci

i nieskończona liczba uśmiechów to elementy składające się na żmiącki świat.

Żmiąca to świat jakiego już nie ma, wzgórze dobroci,

Gniazdo, w którym schronienie znalazły liczne pisklęta ludzi.

Żmiąca to miejsce, które uwielbiamy, za którym tęsknimy

i do którego niezmiennie powracamy”. (drugi turnus)

 

,,Nasza rodzinka, choć nie mała

Za to świetnie się dobrała.

Dominik najstarszym chłopcem rodu tego

Zawsze ma do powiedzenia coś ciekawego.

Filip jest polskiej kadry przyszłością,

W piłkę nożną zawsze gra z radością.

Ania choć czasem się obrażała,

Uśmiechem cioteczki swe rozczulała.

Mała Oliwka jest wielkim żarłokiem,

Je wszystko, co tylko może objąć wzrokiem.

Wiktoria kochana, lecz poszkodowana,

Za to w kuchni pomaga od samego rana.

Duża Oliwka cały czas przed lustrem by stała

Stroić, czesać i malować by się już chciała.

Hubert w nocy śpi jak szalony,

Wierci się i kręci na wszystkie strony.

Julii buzia nigdy nie jest zamknięta,

Stroi miny i gada jak najęta.

Na tym koniec w temacie naszej rodzinki,

Wszyscy tutaj mamy wesołe minki”. (pierwszy turnus)

 

,,Nasza Żmiąca kochana,

Kraina uśmiechem dziecka pisana,

Każdy z osobna tu szczęśliwy,

A wszyscy razem mają uśmiechnięte miny.

Do pstrągów, królików na spacery chodzimy

I przy tym nigdy się nie nudzimy.

Gdy brzydka pogoda gramy w gier wiele,

Bo ciocie i wujkowie to prawdziwi przyjaciele.

Codziennie wielokrotnie nas upominają,

No ale przecież bardzo nas kochają”. (pierwszy turnus)

 

,,Nasza rodzinka Hakuna – Matata,

Jest bardzo fajna jak zgrana paka!

W pokoju mieszkało 5 kun i Beata,

Ciocia Paulina jako mama u Klaudia jako tata.

Paulina choć na meczu broni bramki dzielnie,

To i tak przeciwnikom gola strzela codziennie.

Eryk jako najstarszy z braci,

Mimo zaczepki dobrego humoru nigdy nie traci.

Marcin spinera kocha nad życie,

I wszystkim w koło dokucza nieskrycie.

Beata bardzo lubi artystyczną gimnastykę,

I jak rozciąga się na scenie sami widzicie.

Mateusz choć okularów zapomina codziennie,

To i tak wszystkie posiłki je całe niezmiennie.

Gracjan płacze i krzyczy na okrągło i wszędzie,

Ale mamy pewność, że coś dobrego z niego w przyszłości będzie”.

(pierwszy turnus)

 

,,O 7.00 rano codziennie się budzę, niesamowicie przy tym marudzę.

Do łazienki się udaję, i w drzwiach jak wryta staję.

W ubikacji śmieci kupa,, niewytarta dziewczyn pupa.

Myślę sobie – zaraz wstają i po sobie posprzątają.

Na nic złudne me nadzieje, wnet się umyję i przyodzieję.

I wtedy kończy się dobry czas, wstają i robią okropny hałas.

Później szybkie ubieranie, wszystkie truchtem na śniadanie.

Żadna  nie je – traci smak, jest powolna jak ślimak.

Swymi pieniędzmi się wymieniają, gdy się im nie podobają.

Na angielski chętnie chodzą, nowe słówka w głowach rodzą.

Na obiedzie są pyszności, jedzą dużo by rosły kości.

Po posiłku są zabawy, czas ten cudny, czas ciekawy.

Później jest kolejna stacja, jaka stacja? Nooo… Kolacja.

Po kolacji marsz na scenę, tańczyć polkę, makarenę.

Ciocia Kasia na mnie krzyczy, zaraz po tym każda ryczy.

Idź po bluzę lub na ławkę, najpierw jednak zjedz kanapkę.

I posprzątaj wszystkie śmieci, bo brud naszą Żmiącą szpeci.

Oczywiście wszystko to żarty,

Uśmiech dzieci był tego warty”. (pierwszy turnus)

 

,,Żmiącaki, to super dzieciaki,

Czują się w tym miejscu jak wesołe szczeniaki.

Codziennie od rana broją i harcują,

A wieczorami wszyscy wspólnie na scenie balują.

Przy posiłkach, jak ślimaki jedzą godzinami.

Wiedzcie, że te nasze urwisy zwą się witaminki

I chętnie wcinają zarówno jagódki, jak i malinki.

Alan, który zawsze dobrze się sprawuje,

Czasu na głupoty z reguły nie marnuje.

Oskar wyrywa nasze dziewczyny,

Z Oliwką urządzili sobie nawet zaręczyny.

Ania to taki nasz mały gburek,

zębów nie ma aż do czwórek.

Oliwka jest za to bardzo skryta

i jeszcze przez nas nie do końca odkryta.

Amelka dość często gubi swój sandał

i wciąż powtarza, że to skandal.

Wiktoria to nasza cicha dziewczynka,

ale niezła z niej również gilotynka.

W naszej grupie jest Juleczka, nasza kochana laleczka.

Patrycja to nasza grupowa złośnica,

pięknie śpiewa i tańczy, bo góraleczka z niej wyśmienita.

Damian ma słabe spanie i wtedy słyszymy tylko płakanie.

Ciocia Angelika spać przez niego nie może,

ale w przyszłości dobry z niego chłopak będzie, daj Boże.

Olek… Gdzie ten Olek? – woła wciąż ciocia Asia,

a on ucieka, bo myśli, że przyjdzie ciocia Kasia”.

(drugi turnus)

 

,,Wysoko w górach w domku przyjaznym,

Mieszkają smerfy o sercu odważnym.

Przygody mają codziennie inne,

a ciocie są przy nich coraz bardziej zwinne.

Najstarszy z nich to Dominiczek,

który wygłupia się jak mały byczek.

Nasza Juleczka mała,

roześmiana piszczy od samego rana.

Druga Julka to nasza Bodziona,

staramy się by była zawsze zadowolona.

Duża Oliwka to mała księżniczka,

pięknie wygląda w swoich spódniczkach.

Mniejsza Oliwka woli znów ciastka,

przy których zawsze ze smakiem mlaska.

Hubercik, nasz smerf wyjątkowy,

umyłby wszystko od stóp do głowy.

Ania nocą lunatykuje, a później w dzieci lewituje.

Wika wszystkim rozkazuje,

może do przyszłego zawodu się szykuje?

To wszystkie nasze smerfy, a każdy ma swoją ciocię,

która daje mu buziaków całe krocie”.

(drugi turnus)

 

,,Jest takie miejsce na Ziemi, do którego chętnie powrócę,

gdzie dech zapiera w piersi, fotki Wam może podrzucę.

Jest takie miejsce na Ziemi, stworzone przez Naturę,

gdzie piękno onieśmiela ukazując żmiącką architekturę.

Jest takie miejsce na Ziemi, znaczone boskim tchnieniem,

gdzie unosi się aura świętości, która wprowadza w zadumienie.

Jest takie miejsce na Ziemi, która szczęśliwymi nas czyni,

Jest to Kraina Żmiąca, która jest krainą mistrzyni,

a w taj krainie są piękne dzieciaki,

które śpiewają czasem na łące, śpiewają do słonka radośnie,

śpiewają o ptaszkach, o wiośnie,

a gdy wschodzi słoneczko dzieci grzecznie zjadają mleczko,

kanapki również chętnie zjadają i pyszną herbatkę z czystkiem popijają.

Dzieciom tym często ciocie powtarzają,

jak to dobrze być żmiącakiem, małym sprytnym łobuziakiem.

Można wtedy bawić się w kowboi, co niestety ciociom nie przystoi.

Będąc żmiącakiem można marzyć godzinami i walczyć z piratami.

Na boisku nosić korki i być mistrzem deskorolki, bohaterem być dla cioci.

Można zawojować światem, trzeba tylko być żmiącakiem.

Bo żmiącakiem być jak wiecie, to najlepsza rzecz na świecie.

Kończąc już te wypociny, może dwa słowa o ciociach i wujku wspomnimy.

Bo jak wiecie to oni najlepsi są na świecie.

Można o nich pisać godzinami, lecz tutaj wspomnimy o nich dwoma słowami.

W średnim domku, bo przecież poemat jest o nim,

mieszkały dwie ciocie i wujek – lecz teraz nie o nim.

Ciocia Ewelina jest bardzo dowcipna, ma wielkie oczy i czasem,

gdy któreś z dzieci próbuje jej podskoczyć

robi wtedy oczy kota i każdemu na figle przechodzi ochota.

Jest również ciocia Renata,

która na śniadanie najchętniej białą czekoladę zjada

i często miała swoje humory przez co dzieci miały fory.

Niestety jak się zdenerwuje

to bardzo często niczym dobrym to nie skutkuje.

Wujek Jacek był super wujkiem,

który uwielbiał na żmiąckim podwórku

z dzieciakami potwory łapać,

a gdy była brzydka pogoda to robił w pokoju bałagan

i z dzieciakami forty składał, przez co była bitwa na poduszki

i ciocia Renia obrywała w swe zgrabne nóżki.

Czasem też dla zabawy nie posłodził swoim ciociom kawy.

Za to wujek Daniel chętnie to robił

i za to dostawał papierowe lody.

Lecz tutaj w Żmiącej nawet niesłodka kawa

smakowała, jak super zabawa.

Teraz już serio kończymy

i za rok może znów w tym składzie się zobaczymy”.

(drugi turnus)

 

,,Nasza rodzina dzielnych piratów,

Do Żmiącej przybyła z różnych stron świata.

Mieszkaliśmy razem w małym białym domku,

Doglądając w nim ładu i porządku.

Piratem był Oskar, dwóch Olków i Kamil,

Z nimi dwie ciocie musiały sobie radzić.

Robiły to chętnie i z dużą radością,

Znajdując w swych sercach to coś, co zwane jest miłością.

Bywały też dni trudne i deszczowe,

Na które trzeba było zbierać siły nowe.

Więcej dni jednak było słonecznych

I ciocie cieszyły się obecnością swych podopiecznych”.

(pierwszy turnus)

 

,,Na Żmiąckiej Przemian Górze, raz słońce, raz kałuże.

Tam dom wśród lasów stoi, co strachy i lęki oswoi.

Gdy dzieci tu przybywają, ich smutki wnet znikają.

Wokoło głosy słychać radości, maluchów oraz przybywających gości.

Życzliwych twarzy spotkasz tu wiele, ciocia i wujek to przyjaciele.

Czy to lato, czy też zima, ktoś towarzystwa zawsze dotrzyma.

Samotny nikt tu nie będzie, bo dobrych ludzi pełno wszędzie.

Dzieciaki tu dorastają, w mądrych ludzi się przemieniają.

Miłością otoczone, ruszą wnet w swoją stronę.

Niezwykła moc żmiąckiej krainy,

Zostanie w sercu każdego chłopca i każdej dziewczyny”. (pierwszy turnus)

 

,,Był to mój pierwszy wakacyjny wyjazd do Żmiącej. Przygotowania do turnusu upłynęły w atmosferze miłego oczekiwania, jak również (muszę przyznać) porcji niepewności, czy zdołam dać od siebie tyle, ile będzie trzeba.

Tymczasem z całą pewnością mogę stwierdzić, że otrzymałam naprawdę o wiele więcej niż dałam. Czasem było to czyjeś krzepiące spojrzenie, uścisk małej ciepłej dłoni, który dawał przekonanie, że zmęczenie i wysiłek służą dobrej sprawie.

W sposób szczególny zapamiętałam pewną wieczorną rozmowę:

- Ciociu? -zapytał mnie Filip

- Tak? - odpowiedziałam

- Nic - usłyszałam. Sprawdzałem czy na pewno jesteś.

Żmiąca się stała się dla mnie miejscem szczególnym, do którego chciałabym powracać.

I jak mówią słowa harcerskiej piosenki:

kto raz przyjaźni poznał moc

nie będzie trwonił słów

przy innym ogniu, w inną noc

do zobaczenia znów”.

 

Script logo