Mamy w życiu wielkie szczęście - nasze przemyślenia

21.12.2019

Mamy w życiu wielkie szczęście. Mamy poczucie, że Opatrzność czuwa nad nami w szczególny sposób. Spotkaliśmy wielu wspaniałych ludzi. Pracujemy w miejscach, w których możemy zrobić coś dobrego i które dają nam poczucie sensu. Ciągle zawieramy nowe przyjaźnie. W naszym życiu wciąż dzieje się bardzo wiele.

Ale główną i najważniejszą przyczyną naszego szczęścia i poczucia spełnienia są nasze dzieci. Adoptowane dzieci.  Każdego dnia doświadczamy tego, jak wielką sprawą jest bycie rodzicami. Codziennie stajemy przed nowymi wyzwaniami. Codziennie wykonujemy setki czynności związanych z naszym rodzicielstwem – ta rutyna, codziennie powtarzane zajęcia, czasem żmudne, stanowią drogę wychowania i dorastania naszych dzieci.

Mamy troje nastolatków – zatem przeszliśmy już długa drogę. I jednego siedmioletniego beniaminka, którego staramy się za bardzo nie rozpieścić. I który ciągle nas zaskakuje. Bo wydaje się, że przy czwartym dziecku już wszystko wiadomo. A tu nieprawda. Nic nie wiadomo. Wszystko trzeba od nowa.

Każdy etap życia dziecka stanowi nowe wyzwanie, ciągle dorastamy do naszych dzieci, ciągle musimy stawać na palcach, aby dać radę. Kiedy są maleńkie, potrzebujemy zwłaszcza sił fizycznych. U nas troje dzieci pojawiło się po kolei w ciągu czterech lat. Jak chyba wszyscy młodzi rodzice, marzyliśmy o tym, by przespać całą noc i spokojnie wypić kawę. I żeby kiedyś wszyscy razem zasnęli w dzień o tej samej porze. I nie mogliśmy wyjść z zachwytu, jakim cudem jest każde z nich. I wśród kaszek, kolek, pampersów, stosów prania i zabawek dziwiliśmy się naszemu szczęściu.

Okres przedszkolny to nawiązywanie relacji z innymi dziećmi, pierwsze przyjaźnie, ale też poczucie odrzucenia, szukanie dróg porozumienia, wypracowywanie ścieżek znajomości. Dzieci adoptowane są szczególnie wrażliwe na poczucie odrzucenia i wymagają ogromnego wsparcia. Często niełatwo im wchodzić w nowe grupy, już na etapie przedszkola nieraz borykają się z zaniżonym poczuciem własnej wartości, którego nie potrafią rzecz jasna zwerbalizować, ale które im doskwiera. I codziennie im udowadniamy, że je kochamy, żeby nie wiem co się wydarzyło, tak bardzo tego potrzebują. I codziennie walczymy o wspólny czas, o ten błogosławiony czas, gdy jesteśmy razem. I uczymy się – my, rodzice, „tracenia” czasu wyłącznie dla dzieci, powściągania pośpiechu, bycia tu i teraz. Bezcenne, naprawdę.

Szkoła to ogromne wyzwanie dla naszych dzieci. W związku z historiami swojego życia, wszystkie mają różnego rodzaju trudności. A my codziennie głowimy się, jak im pomóc, co wybrać, z czego zrezygnować, jak nie dać się gorączce świata i wyścigowi szczurów.

Ale najważniejszym zadaniem jest zaakceptować dziecko takie, jakim jest, wyzbyć się ambicji i planów, co powinno robić i jakie być. Naszym zadaniem jest je wspierać, stworzyć warunki, by mogło się jak najlepiej rozwijać i pójść swoją drogą.

Rodzicom adopcyjnym często mówi się, że „witamina M” jest lekarstwem na wszystko. I często rozumiemy to tak, że jeżeli pokochamy nasze dziecko, to ono zmieni się, zacznie się lepiej rozwijać, deficyty się wyrównają i wszystko będzie pięknie. Ale tak nie zawsze jest. I jestem przekonana, że „witamina M” jest potrzebna przede wszystkim nam, rodzicom, abyśmy codziennie kochali coraz bardziej to dziecko, które jest nam dane, z jego wszystkimi brakami i słabościami. I żebyśmy wiedzieli, że im bardziej nam trudno, tym bardziej mamy kochać. Wtedy, kiedy nie chce się uczyć. Wtedy, kiedy się buntuje. Wtedy, kiedy słyszymy „jesteś najgorszą matką na świecie”. Kiedy czekamy w nocy i drżymy, bo nie wraca. Wtedy tak naprawdę on najbardziej potrzebuje naszej miłości. I my jej potrzebujemy. Do miłości się wraca. Miłość akceptuje i afirmuje.

Kiedy patrzymy na piękny krajobraz lub zachód słońca, zachwycamy się nim tak po prostu.  Nie myślimy o tym, że niebo mogłoby być bardziej złote, słońce większe, a góry bardziej strzeliste. Musimy nauczyć się z podobnym zachwytem patrzeć na nasze dzieci.

W miarę dorastania dzieci coraz bardziej mamy poczucie obcowania z tajemnicą. I świadomość tego, że wychowujemy odrębne byty. I nasze gniazdo coraz częściej jest puste.

Jesteśmy szczęściarzami. Bo na co dzień kształtujemy i wychowujemy byty wieczne. Niewiele jest na świecie zajęć twórczych, które sięgają tak daleko. Mało kto może kreować takie cuda.

Robert i Maria

Script logo